Wywiad z Panem Piotrem Obódem autorem książki pt. „Szkoła Podstawowa w Nebrowie Wielkim w latach 1945 – 1995. Rys historyczny placówki na tle dziejów miejscowości”

 


strona główna

Jak wszyscy wiemy, wspólnie z żoną wydał Pan książkę pt. „Szkoła Podstawowa w Nebrowie Wielkim w latach 1945 – 1995. Rys historyczny placówki na tle dziejów miejscowości”, która jest poświęcona historii naszej szkoły i wsi.. Chcielibyśmy zadać Panu kilka pytań związanych z powstaniem i wydaniem tej publikacji.

Kasia Krupa i Kamil Grabek: Co Państwa skłoniło do napisania tej książki?

Piotr Obód: Było to marzenie ze studiów. Mówiono, że każdy dobry historyk powinien napisać książkę na temat szkoły, w której pracuje. Wpłynęły też na to czynniki takie jak znalezienie najstarszej kroniki Szkoły Podstawowej w Nebrowie Wielkim. Chciałem wydać tę książkę, ponieważ zbliżało się 60-lecie szkoły.

K.K i K.G: Jak Państwo docierali do tak szczegółowych informacji sprzed lat?

P.O.: Dużym źródłem informacji była pierwsza kronika, ale przeprowadzaliśmy również wywiady z Panią Anną Landmesser i Haliną Gębką, osobami najwcześniej mieszkającymi na tym terenie po wojnie. Dotarliśmy też do pierwszych uczniów, m. in. Jerzego Malinowskiego, który mieszka obecnie w Hamburgu (były to rozmowy telefoniczne). Wielokrotnie spotykaliśmy się z panią Zbigniewą Langowską, która przez ponad 30 lat pracowała w szkole jako nauczycielka. Pomocne były też różne dokumenty szkolne, literatura historyczna, opracowania w języku niemieckim.

K.K. i K.G.: Ile czasu zajęło Państwu zgromadzenie tych wiadomości?

P.O.: Około trzech lat.

K.K. i K.G.: Jaka sytuacja wzbudziła w Państwu największe zaskoczenie?

P.O.: Największym zaskoczeniem była wiadomość o tym, iż dawny budynek szkoły niemieckiej nie był pierwszym miejscem, w którym przeprowadzano zajęcia lekcyjne od 18 maja 1945 roku.. Pierwsza placówka mieściła się w późniejszym ośrodku zdrowia.

K.K. i K.G.: Czy mieli Państwo trudności z opublikowaniem tej książki? Jeśli tak, to, na czym one polegały?

P.O.: Pojawiły się trudności. Jedną z nich było zdobycie środków finansowych (ok. 5000 złotych) na wydanie książki. Szukaliśmy sponsorów. Pomogli nam: Kwidzyńskie Towarzystwo Kulturalne i jego prezes, p. Justyna Liguz oraz Stowarzyszenie na Rzecz Promocji i R ozwoju Gminy Sadlinki „Awans”, którego prezesem jest pani Małgorzata Paliwoda.

 K.K. i K.G.: Czy z pracą nad powstaniem książki wiąże się jakaś anegdota? Jeśli tak, to jaka?

P.O.: Ciekawa historia związana jest, z założycielem szkoły Gwidonem Wojakowskim. Był tu około dwóch lat i zniknął. Wraz z żoną dowiedzieliśmy się, że przeprowadził się do Warki. Logiczne wydawało się przypuszczenie, że nadal był nauczycielem. Moja żona zaczęła dzwonić do szkół w Warce. W jednej z nich pracowała wnuczka p. Wojakowskiego, Ewa Sandecka. Okazała się też nauczycielką historii, chętnie nam pomogła, przesłała zdjęcia, kserokopie dokumentów i wiele cennych informacji. Z tego morał: kto szuka – znajduje.

K.K i K.G.: Wiemy, że pochodzi pan z Nebrowa Wielkiego. Jakie przesłanie skierowałby pan do młodych mieszkańców wsi?

P.O.: Nie ma rodziny bez historii, tradycji, obyczajów, które każdy jej członek zna, kultywuje i przenosi dalej, do swojego życia. Podobnie jest z miejscowościami, regionami, państwami. Warto poznawać swoje dzieje. Czujemy wtedy, że jesteśmy stąd, że tu jest nasza ojczyzna.

Dziękujemy serdecznie za udzielenie wywiadu. Życzymy dalszych sukcesów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                                                                           

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                                                                                                                           

                                                                                                                                                                                   

 

strona główna